Nowo otwarty gabinet ma zwykle jeden problem: kilku stałych klientów, mały budżet i pytanie, skąd wziąć kolejnych. Ten tekst pokazuje, w jakiej kolejności warto działać, żeby zdobyć pierwsze klientki w salonie beauty bez wydawania pieniędzy, oraz czego na tym etapie kupować nie warto. Dotyczy tak samo gabinetu kosmetycznego, barber shopu i studia tatuażu, bo mechanizmy są w każdym z nich takie same.
W skrócie:
- Na starcie potrzebna jest nie strona internetowa, tylko pierwsze klientki w salonie beauty. To dwie zupełnie różne sprawy.
- Facebook, system rezerwacji i Instagram to dobry punkt zero, a nie błąd. Warto je zostawić i dołożyć do nich jedną rzecz.
- Tą rzeczą jest wizytówka Google z opiniami. Najmocniejsze, co da się zrobić za zero złotych.
- Cztery kroki z tego planu mieszczą się w jeden weekend i nie kosztują nic poza czasem.
- Prosta strona z usługami przychodzi jako piąta, dopiero gdy kalendarz zaczyna się zapełniać.
Na starcie nie jest potrzebna strona internetowa. Potrzebnych jest pierwszych trzydziestu klientów, a to zupełnie co innego.
FBI, czyli Facebook, Booksy i Instagram. Od czego zaczyna prawie każdy salon beauty
FBI to skrót, którego używam na trzy narzędzia, od których startuje niemal każdy gabinet w Polsce: Facebook, Booksy (albo Fresha czy Rebozo) i Instagram. Litera B oznacza bukowanie terminu wizyty, bo wybór między nimi kwestia wygody i na początkowym etapie nie jest aż tak istotna.
Dalej w tekście pada już tylko określenie „system rezerwacji”.
To nie jest przypadkowy zestaw. Każde z tych narzędzi robi coś innego i razem zamykają cały początek drogi klienta, od zobaczenia efektu pracy do umówienia terminu.
Co robi każde z tych narzędzi
- Instagram to portfolio. Efekty przed i po, zdjęcia paznokci, świeżego fade’a albo zagojonego tatuażu. Widać poziom pracy, bez robienia strony i bez wydawania złotówki.
- Facebook to lokalny zasięg. Grupy osiedlowe i miejskie, wydarzenia, polecenia. Tam wciąż realnie padają pytania w stylu „szukam kogoś kto robi rzęsy w okolicy”.
- System rezerwacji to kalendarz, przypomnienia i płatności w jednym. Klient umawia się sam, o dowolnej porze, a właściciel nie traci wieczorów na odpisywanie i potwierdzanie terminów.
Na starcie nie ma od tego lepszych narzędzi. Są darmowe albo tanie, działają od pierwszego dnia i znajdują się dokładnie tam, gdzie już siedzą przyszli klienci. Uruchomione FBI to dobry punkt wyjścia.
Czego jeszcze nie kupować, gdy dopiero startujesz
To najważniejsza sekcja tego tekstu, bo oszczędza pieniądze. W pierwszych miesiącach większość wydatków na marketing idzie na rzeczy, które zadziałają dopiero za rok.
- Rozbudowanej strony internetowej. Strona nie zapełni pustego kalendarza. Pomaga wybrać spośród opcji komuś, kto już szuka usługi, a nie stworzyć popyt tam, gdzie nikt jeszcze nie wie o istnieniu gabinetu.
- Sklepu internetowego. Sklep potrzebuje produktu i ludzi, którym można go pokazać. Bez bazy klientów to pusty regał, który dodatkowo trzeba utrzymywać.
- Reklam, zanim powstanie portfolio. Reklama wzmacnia to, co już działa. Jeśli na profilu są trzy zdjęcia, reklama pokaże te trzy zdjęcia większej liczbie osób i nic więcej z tego nie wyniknie.
- Drogiej sesji zdjęciowej na dzień dobry. Ważniejsze jest, żeby zdjęć efektów było dużo i regularnie, niż żeby dziesięć było idealnych. Telefon przy oknie, w dziennym świetle, w zupełności wystarczy na ten etap.
W RJ Web Solutions robimy strony internetowe i mimo to mówię wprost: na tym etapie strona jeszcze nie jest potrzebna. Sprzedanie dużego serwisu komuś, kto dopiero startuje, to najszybszy sposób, na przepalenie pieniędzy na start, bo mało kto ją zobaczy, a przez pół roku nie zobaczyłby z tego żadnego zwrotu.
Cztery rzeczy za zero złotych, w tej kolejności
Poniższy plan da się wykonać samodzielnie, w domu, przy laptopie albo nawet na telefonie. To najkrótsza znana mi droga po pierwsze klientki w salonie beauty, a kolejność ma znaczenie, bo każdy kolejny krok korzysta z poprzedniego.
- Wizytówka Google. Żeby ktoś, kto szuka usługi w okolicy, w ogóle zobaczył gabinet.
- Zbieranie opinii. Żeby po zobaczeniu miał powód wybrać właśnie ten.
- Uporządkowany profil na Instagramie. Żeby po kliknięciu od razu wiedział, co i gdzie się robi.
- Porządnie wypełniony system rezerwacji. Pełne opisy usług z aktualnym cennikiem.
1. Wizytówka Google, czyli Profil Firmy w Google
Wizytówka Google (oficjalna nazwa to Profil Firmy w Google) to bezpłatny wpis o firmie, który pokazuje się w Mapach Google i po prawej stronie wyników wyszukiwania. Zawiera nazwę, adres, godziny, zdjęcia, opinie i link do rezerwacji.
Stawiam ją na pierwszym miejscu z pięciu powodów:
- Pokazuje się w mapach i w wynikach lokalnych, czyli dokładnie tam, gdzie ktoś wpisuje „paznokcie w pobliżu” albo „barber niedaleko”. To moment, w którym człowiek nie przegląda internetu z ciekawości, tylko chce się umówić.
- Zbiera opinie, które zostają własnością firmy. Nie cudzej aplikacji, z której można kiedyś zrezygnować.
- Mieści zdjęcia, godziny otwarcia, zakres usług i link prowadzący prosto do rezerwacji.
- Pracuje cały czas, także w tygodniach bez ani jednego posta.
- Kosztuje zero złotych. Jedyną walutą jest czas.
Nie ma sensu opisywać tu kolejnych kliknięć w panelu Google, bo ten interfejs zmienia się szybciej niż artykuł. Ważniejsze jest, czego się spodziewać: profil trzeba zweryfikować, czyli potwierdzić, że firma naprawdę istnieje pod podanym adresem. Google opisuje ten proces w oficjalnych wytycznych dla firm.
Druga rzecz, którą trzeba powiedzieć uczciwie: to nie jest zadanie do odhaczenia raz. Wizytówka żyje. Trzeba dorzucać zdjęcia efektów, aktualizować godziny przed świętami i odpowiadać na opinie. Google sam podpowiada, że kompletność profilu i reagowanie na opinie wpływają na pozycję w wynikach lokalnych. Więcej o tym, dlaczego samo pojawianie się w wyszukiwarce tak mocno przekłada się na telefony od klientów, pisałem w tekście o widoczności w Google.
2. Zbieranie opinii, bo pusta wizytówka nie działa
To osobny punkt planu, a nie dopisek do poprzedniego. Wizytówka bez opinii wygląda jak gabinet bez klientów, nawet przy komplecie zdjęć i pięknie wypełnionym cenniku.
Trzy sposoby, wszystkie darmowe i wszystkie do wdrożenia w jeden wieczór:
- Kod QR na ladzie. Kod prowadzący prosto do formularza opinii, wydrukowany i wstawiony w ramkę przy stanowisku płatności. Klient skanuje go telefonem, zanim założy kurtkę.
- Prośba wysłana po wizycie. Krótka wiadomość z linkiem, wysłana tego samego dnia. Jedno zdanie podziękowania i jedno zdanie prośby wystarczą.
- Link w podpisie wiadomości. W mailu, w automatycznej odpowiedzi na Instagramie, w potwierdzeniu rezerwacji. Nie trzeba o nim pamiętać, bo wysyła się sam.
Jedna zasada jest ważniejsza niż wybór sposobu: prosić od razu po wizycie, kiedy klient patrzy na świeżo zrobione paznokcie albo na nową fryzurę i jest zadowolony. Po tygodniu emocje opadają, a prośba ląduje w nieprzeczytanych.
3. Uporządkowany profil na Instagramie
Nie chodzi o to, żeby publikować więcej. Chodzi o cztery konkretne rzeczy, które da się poprawić w pół godziny i które zostają na dłużej.
- Opis, z którego wynika co i gdzie się robi. „Stylizacja rzęs, Piła, ul. Bydgoska” działa lepiej niż cytat o pasji i motylkach.
- Wyróżnione relacje z cennikiem i efektami. Osobne kółko na cennik, osobne na efekty, osobne na dojazd i parking. To pierwsze miejsce, w które ktoś klika.
- Jeden działający link. Prowadzący do rezerwacji. Warto sprawdzić go na cudzym telefonie, bo linki potrafią się psuć po zmianie nazwy profilu.
- Odpowiadanie na wiadomości w rozsądnym czasie. Najlepiej wyznaczyć na to stałą porę, na przykład przerwę między zabiegami. Cisza przez dwa dni to stracony klient.
4. Porządnie wypełniony system rezerwacji
Większość osób startujących wypełnia system rezerwacji po łebkach, bo wygląda on na techniczną formalność. Tymczasem to ostatni ekran przed decyzją i to on rozstrzyga, czy ktoś kliknie „umów”.
- Pełne opisy usług, napisane tak, żeby zrozumiała je osoba, która nigdy wcześniej nie była w takim gabinecie.
- Realne czasy trwania, a nie optymistyczne. Spóźnienia psują opinie szybciej niż cokolwiek innego.
- Zdjęcie przy każdej pozycji w cenniku.
- Aktualne ceny. Podwyżka w gabinecie powinna trafić do systemu tego samego dnia.
Te cztery kroki zajmują jeden weekend i nie kosztują nic poza czasem. Z mojego doświadczenia dają więcej niż strona internetowa kupiona w tym samym tygodniu, bo trafiają do ludzi, którzy szukają usługi już dziś.
Czy salon beauty potrzebuje strony internetowej? Piąta rzecz, ale dopiero teraz
Teraz można wrócić do strony, we właściwym momencie i z uczciwym uzasadnieniem.
Kiedy warto sięgnąć po prostą stronę
- Kiedy wizytówka i profile są już zrobione, a kalendarz zaczyna się zapełniać sam.
- Kiedy usługa jest droga albo wymaga wyjaśnienia, bo klient chce przeczytać, na czym polega zabieg, zanim zapłaci.
- Kiedy gabinet zaczyna pojawiać się w Google i szkoda oddawać ten ruch cudzym platformom.
Po co strona, skoro jest wizytówka Google
- Wizytówka linkuje do strony, a to wzmacnia jej pozycję w wynikach wyszukiwania.
- Strona mieści cennik i edukuje klienta przez opisy zabiegów, przeciwwskazania i odpowiedzi na obawy. Wizytówka Google tego nie uniesie.
- To jedyny adres w Internecie, który należy do firmy. Reszta jest wynajmowana i rządzi się cudzymi zasadami.
Mowa tu o prostej stronie z usługami, cennikiem i linkiem do rezerwacji. Nie o dużym serwisie z blogiem, sklepem i systemem lojalnościowym. Te przychodzą później i tylko wtedy, gdy jest po co. Minimum, które taka strona musi zawierać, zebrałem w tekście o elementach strony firmowej.
Strona nie jest zakupem jednorazowym. Strona to proces. Rośnie razem z firmą, bo na każdym etapie sprzedaje komuś innemu.
Co dalej, gdy te narzędzia przestaną wystarczać
Przez pierwszy rok albo dwa taki zestaw spokojnie wystarcza. Ważna na tym etapie jest cierpliwość i konsekwencja, a nie nastawienie na natychmiastowe efekty. Wraz z rozwojem, którego Ci życzę ten zestaw przestanie wystarczać i to jest zupełnie normalny etap rozwoju, a nie znak, że coś poszło źle, albo sobie nie radzisz.
Jeśli pojawi się wrażenie, że pracy jest coraz więcej, a Ty masz poczucie, że kręcisz się w kółko, to w krótce pojawi się druga część wpisu, która opisze szerzej to zjawisko.
Najczęściej zadawane pytania
Założenie i prowadzenie Profilu Firmy w Google jest bezpłatne. Nie ma abonamentu ani opłaty za weryfikację. Jedynym kosztem jest czas potrzebny na uzupełnienie danych, dodawanie zdjęć i odpowiadanie na opinie.
Nie ma tu jednej dobrej odpowiedzi dla wszystkich. Warto sprawdzić, z którego systemu korzystają gabinety w okolicy, bo tam już są przyzwyczajeni klienci, i przetestować oba pod kątem tego, w którym łatwiej ogarnia się kalendarz. Warunki rozliczeń najlepiej zweryfikować bezpośrednio u obu dostawców, bo bywają zmieniane.
Tak i tak zaczyna większość gabinetów. Wizytówka Google z opiniami, uporządkowany Instagram i obecność w lokalnych grupach na Facebooku wystarczają na start. Reklamę warto włączyć dopiero wtedy, gdy istnieje portfolio i wiadomo, która usługa sprzedaje się najlepiej.
Gdy wizytówka i profile są już zrobione, a kalendarz zaczyna się zapełniać. Albo gdy w ofercie jest drogi zabieg, o którym klient chce sobie najpierw poczytać. Trzeci sygnał to moment, w którym gabinet regularnie pojawia się w Google i szkoda tracić ten ruch.
Dla tych, którzy wolą mieć to zrobione raz a dobrze
Cztery darmowe kroki z tego planu da się wykonać samodzielnie i dokładnie po to powstał ten artykuł. Nie trzeba za nie nikomu płacić, wystarczy jeden weekend i trochę cierpliwości.
Piąta rzecz, czyli prosta strona z usługami, to moment, w którym część osób woli oddać temat komuś innemu.
W RJ Web Solutions mamy na to Pakiet Mini: strona typu one page z opisem usług, cennikiem i linkiem do rezerwacji, responsywna na telefonie, z podstawowym SEO, certyfikatem SSL oraz hostingiem i domeną na pierwszy rok. Stały zakres i stała cena, bez wyceniania pod klienta.

















